Szkoła Rodzenia Picolino ul.Twardowskiego 42/7 30-312 Kraków

O miłości siostrzanej, czyli jak to jest mieć dwójkę dzieci z małą różnicą wieku?

Kiedy pojawiła się Marysia, nasza pierwsza córeczka, na początku świat wywrócił nam się do góry nogami. Jestem z natury osobą, która lubi mieć wszystko zaplanowane, poukładane. Natomiast mały człowieczek pokazał mi, że pewnych rzeczy nie da się przewidzieć, wprowadził w moje spokojne życie pewien chaos, ale i luz, że nie da się być idealną matką (chociaż cały czas staram się być najlepszą, jaką potrafię być). Marysia pochłaniała sporo mojego czasu, uwagi. Jednak z każdym dniem opieka nad nią stawała się coraz prostsza i tak właśnie zrodził się pomysł na rodzeństwo dla małej M.
W kolejną ciążę zaszłam dość szybko, bo w 10 miesiącu od pierwszego porodu. Pamiętam moje zaskoczenie i radość, że tak szybko się udało, a z drugiej strony przerażenie, że przecież karmię jeszcze Marysię piersią i że ona jest jeszcze taaaaka malutka, a tutaj za niedługo pojawi się kolejny maluszek! Druga ciąża nie była już taka łatwa jak pierwsza, w pierwszym trymestrze czułam ogromne zmęczenie, było mi niedobrze i nie mogłam nic jeść, a M. od 7:00 jak przystało na skowronka, chciała się już bawić, spacerować, bynajmniej nie było jej w głowie spanie do 10:00… Nie był to łatwy czas, tym bardziej, że czasami budziła się już o 5:00 pełna energii ! Na szczęście 3 miesiące minęły dość szybko i potem mój stan znacząco się poprawił, więc odzyskałam część energii do życia. Opowiadałam Maryni, że niedługo będzie miała rodzeństwo, powoli szykowałam ją do przyjścia na świat nowego dzidziusia w rodzinie. W międzyczasie udało nam się ją odpieluchować, więc dzięki temu nie musieliśmy mieć tony pieluch w domu. Z perspektywy czasu myślę, że szybkie odpieluchowanie zawdzięczam użytkowaniem pieluch wielorazowych, to naprawdę kapitalny wynalazek! Tuż przed porodem, pamiętam jak szykowałyśmy z Marynią łóżeczko dla Basi, biegała i powtarzała „Basza, basza, aaaa, tu, tu, tu” wskazując na łóżeczko. To było takie słodziutkie. Myślałam, że ona nie wiele rozumie z tego, co jej mówię, że będzie dla niej dużym szokiem maluszek w domu, jednak potem, okazało się, jak bardzo się myliłam. Nie doceniłam swojego dziecka;)
Powrót po porodzie, był dla nas bardzo trudnym czasem, bo Basia nie wyszła razem ze mną ze szpitala, przez komplikacje zdrowotne spędziła pierwsze 3 tygodnie na intensywnej terapii walcząc o życie. To właśnie wtedy pierwszy raz Basi, pomogła Marynia. Powrót do domu ze szpitala bez dziecka to trudne chwile dla matki, stres związany z niepokojem o malucha to niewyobrażalny strach dla rodziców. Takie emocje nie sprzyjają laktacji. Choć robiłam wszystko, co w mojej mocy, pokarmu nie miałam nic, a nic. Dopiero powrót do domu, przytulenie do Marysi, jej buziaczki i otulające małe rączki spowodowały, że pojawiło się mleko dla B. To niezwykłe, że jeszcze tak naprawdę się nie znając już sobie pomagały.
Kiedy Basia wreszcie pojawiła się w domu, Marynia była nią oczarowana. Buziaczkowała, przyglądała się z zaciekawieniem, pomagała przynosić czyste pieluszki. Otoczyła ją taką siostrzaną miłością. Starałam się poświęcać czas i uwagę Maryni tak samo dużo, jak przed porodem, ale to nie było już takie łatwe jak przy jednym dziecku. Mimo to jakoś podołaliśmy, chociaż był taki czas, że nosiłam w chuście nie tylko Basię, ale Marysię też, bo nagle dziecko znowu chciało być noszone, choć kilka miesięcy wcześniej za żadne skarby nie dałaby się zamotać, bo bieganie, rowerek, hulajnoga były znacznie ciekawsze;) Na szczęście dość szybko stwierdziła, że rowerek jest ciekawszy i dawała matce możliwość noszenia tylko jednej pociechy w jednym czasie:-) Trudne były też noce, kiedy Basia nie mogła spać, wybudzała Marynię, a ta z kolei chciała tylko mamę. Ciężko było się rozdwoić, na szczęście pomoc taty okazała się nieoceniona. Tak mijały nam tygodnie, miesiące i nawet nie wiem, kiedy Marysia ma 3-latka, a Basia niecałe 2 ! Teraz to już duże dziewczynki (choć dla mnie ciągle małe okruszki).

Z perspektywy czasu widzę, jak wzajemnie się uzupełniają, uczą się wspólnej zabawy, dzielenia, pomocy. Czasami są takie chwile, kiedy Marysia chce tę samą zabawkę, którą bawi się Basia lub na odwrót i zdarzają się wrzaski i płacz, ale myślę, że takie chwile też je czegoś uczą. Nie zawsze dostaje się w życiu wszystko co chcemy, czasami trzeba na coś poczekać, czasami trzeba się wykazać sprytem, żeby coś dostać (dla przykładu: Mania zauważyła, że jak Basia czegoś jej nie chce dać to zabiera inną zabawkę, zachwala, jaka jest super, pokazuje czemu jest taka fajna przez co młodsza podejmuje temat, zaciekawia się, a starsza dostaję wyrzuconą z ręki zabawkę, o którą przed chwilą była kłótnia). Taka mała spryciarka nam rośnie. To, co też jest fajne, to to, że Marysia opiekuje się Basią, jak dziewczynki zostają pod opieką babci czy w przedszkolu, Maria zawsze dba nie tylko o swój interes, ale pomaga też Basi i się nią opiekuje;)To też nie jest tak, że korzysta tylko Marynia z posiadania młodszej siostry, Basia uczy się wiele od Mani. Szybciej nauczyła się raczkować, mówi bardzo dużo, wcześniej nauczyła się jeździć na hulajnodze podglądając starszą siostrę. Ogólnie Basia jest taką papużką. Obserwuje, a potem sprawdza, ile z tego potrafi sama zrobić. Ostatnim sukcesem było to, że nauczyła się sama ubierać spodenki i buciki. To niesamowite, bo Maria nauczyła się tego znacznie później. Matce cały czas się wydawało, że jest na to za malutka;) Sztukę jedzenia widelcem też opanowała znacznie wcześniej.
Z posiadania co najmniej dwójki dzieci korzystają również rodzice, zazwyczaj bez większych problemów możemy napić się ciepłej kawy, bo maluchy potrafią chwilkę zająć się sobą, nie jesteśmy nadopiekuńczy, swoją uwagę musimy podzielić pomiędzy dwie istotki. Szybciej uczymy je samodzielności, nawet udało nam się wyjechać na kilka dni zostawiając dziewczynki na wakacjach u babci! Myślę, że gdybym miała tylko jedno dziecko, ciągle wydawałoby mi się, że jest jeszcze „za malutka” na spanie poza domem. Tutaj odwagi dodaje mi to, że mają siebie i tak naprawdę nigdy nie są same. Podobnie było z posłaniem dziewczynek do przedszkola i żłobka, niby są w osobnych grupach, ale jestem spokojna, bo wiem, że w razie czego zawsze mogą się zobaczyć:)
Mam nadzieję i mocno w to wierzę, że sposób, w jaki wychowujemy nasze córeczki wpłynie na ich przyszłość. Pomoże im nie tylko w kontaktach z innymi ludźmi, ale też, że będą bardzo ze sobą związane. Chciałabym, aby miały w sobie wzajemne wsparcie, żeby się dopingowały, knuły przed rodzicami i zawsze mogły na siebie liczyć. W końcu po to ma się rodzeństwo, prawda?

Miłego weekendu kochani!
K.